Logo
   ODKRYWCA - Strona główna
Login: Hasło:
Środa 20 sierpnia 2008 roku   
Forum: Główne
 

Nowa funkcjonalność!

Teraz masz możlwość śledzenia dyskusji za pomocą komunikatora GG lub protokołu Jabbera
dowiedz się więcej!

[*] Powrót do głównej strony tego forum

- ikonki przy nicku oznaczają ilość ostrzeżeń które otrzymał użytkownik (czerwona oznacza blokadę logowania w serwisie)
Temat: Kto napisał: Dodano: 
Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-01 12:25:00

Znalazlem takie bardzo ciekawy artykul w "Kurierze Brzeskim" :

Dotarliśmy do nieznanych do dzisiaj dokumentów wewnętrznych UB i SB świadczących, że część oddziału Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartka” mogła zostać rozbita w czasie strzelaniny w Malerzowicach niedaleko Grodkowa w lipcu 1947 z przeważającymi siłami Urzędu Bezpieczeństwa z Niemodlina, którego ówczesnym komendantem był Józef Bedlewski.
Nie wiadomo jednak, czy dokument ten, który opisuje działania UB i SB na Opolszczyźnie mówi prawdę. A może to właśnie w tej miejscowości znajduje się miejsce, gdzie odbyła się druga po Barucie masowa egzekucja, przy której mogli być wykorzystani także sowieccy żołnierze (bliskość brzeskiego garnizonu).
Jak podaje kalendarium dołączone do tego dokumentu, to właśnie w miejscowości Malerzowice zatrzymała się grupa zbrojna licząca około 40 osób należąca do „bandy Bartyka” . Chodzi tu z pewnością o wieś, która obecnie zamieszkuje 540 osób i znajduje się powiecie nyskim w pobliżu Łambinowic. Trzeba jednak pamiętać, że w województwie opolskim są jeszcze jedne Malerzowice - tyle że Małe, w których jest kamieniołom a miejscowość znajduje się około 30 km od granicy z Czechami. Jednak wszystko wskazuje na to, że chodziło tu o Malerzowice Wielkie, gdyż funkcjonariusze bezpieki byli ściągnięci z PUBP w Niemodlinie, a więc niespełna 10 km od miejsca zbrojnej potyczki albo zbrodni.
Grupa NSZ-owców zamierzała przejść do Czechosłowacji. Jednak powiadomieni funkcjonariusze PUBP w Niemodlinie przybyli na miejsce, gdzie doszło do walk, w wyniku której prawie wszyscy ze zgrupowania ponieśli śmierć. Strat ze strony funkcjonariuszy PUBP nie było. Tyle możemy dowiedzieć się z zachowanego kalendarium działań UB i SB ( z nadrukiem: do użytku wewnętrznego).
Cała akcja miała się odbyć w ramach tajnego planu likwidacji „B”, który zakładał przetransportowanie żołnierzy NSZ na dzisiejszą Opolszczyznę w okolice Barutu, ale także w pobliże Łambinowic pod pretekstem przerzutu na zachód na teren amerykańskiej strefy okupacyjnej, realizowanym wcześniej przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego na terenie Podbeskidzia. Bezpieka wprowadziła też w bezpośrednie otoczenie kierownictwa NSZ dwóch agentów Henryka Wendrowskiego ”Lawinę” i Czesława Krupowca „Korzeń” , którzy mieli rozpracować działający po wojnie NSZ i doprowadzić do ostatecznej likwidacji żołnierzy NSZ-u poprzez potajemne ich wymordowanie.

Według innego historyka Arkadiusza Karbowiaka prowaokacja sił bezpieczeństwa zapewne nie zostałaby ujawniona, gdyby nie ucieczka z miejsca kaźni jednego z uczestników eskapady Andrzeja Bujaka „Brzozy”. Bujak dotarł do sztabu „Bartka” i opowiedział o finale rzekomego wyjazdu na Zachód. Dzięki tym informacjom akcja wyjazdu została wstrzymana, co z pewnością uratowało życie wielu żołnierzom NSZ. Zgrupowanie kpt. „Bartka” przetrwało do amnestii ogłoszonej w lutym 1947 roku. Niestety, sam kpt. Henryk Flame został zastrzelony przez funkcjonariusza MO 1 grudnia 1947 roku.

Zdaniem historyka Tomasza Kurpierza z katowickiego IPN-u najważniejszym rozgrywającym w całej operacji ubeckiej przeciwko zgrupowaniu „Bartka” był funkcjonariusz UB Henryk Wendrowski były żołnierz AK już od 1944 roku działający po stronie komunistów, który w latach następnych odegrał jedną z kluczowych ról w opanowaniu przez władze bezpieczeństwa krajowych struktur Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
W czasie ubeckiej akcji H.Wendrowski występował pod pseudonimem „Lawina” i właśnie jako kpt.”Lawina” jesienią 1945 roku został wprowadzony przez bezpiekę do Rady Politycznej NSZ Okręgu Śląskiego. Prawdopodobnie w połowie kwietnia 1946 Wendrowski rozpoczął działania operacyjne w Gliwicach, gdzie podając się za organizatora pracy konspiracyjnej wprowadzony został w miejscowe środowiska opozycyjne. W lipcu 1946 r. przy współpracy z agentem „RR” za pośrednictwem „Warmińskiego” byłego szefa Wydziału I Organizacyjnego Okręgu Krakowskiego NSZ występujący ubek, oficjalnie jako przedstawiciel „Okręgu NSZ” dotarł do jednego z „łączników” „Bartka”. Ten łącznik był przekonany, że pracuje on na rzecz sztabu organizacji, z którą związany był już w okresie wojny, doprowadził funkcjonariusza UB do samego „Bartka”, czyli mjr Flame, który wtedy przebywał wraz ze swoim oddziałem na Baraniej Górze.
Do pierwszego spotkania kapitana „Lawiny” z dowódcą zgrupowania doszło na początku sierpnia w obozowisku leśnym. Od tego czasu wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. W niedługim czasie doprowadziły do wymordowania większości oddziału. Funkcjonariusz UB występujący oficjalnie jako kpt. „Lawina” umiejętnie przedstawił fikcyjny rozkaz „Okręgu NSZ” nakazujący przeniesienie zgrupowania w kilku transportach w rejon Jeleniej Góry, gdzie miała być rzekomo kontynuowana walka zbrojna. ”Bartek „ pomimo zastrzeżeń ostatecznie zaakceptował plan przerzutu swoich żołnierzy. Według historyka IPN-u z Katowic szczegółowy plan przerzutu zakładał cztery transporty w pierwszych dniach września. Pierwszy miał objąć kilkunastu żołnierzy, pozostałe po około 40, czyli łącznie około 140 osób. Ciężka i długa broń miała być przewieziona w osobnych ciężarówkach.
Podczas akcji związanej z planem „B” Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zadecydowało o umieszczeniu w tzw. „punkcie opolskim” uzbrojonej grupy operacyjnej UB, która miała występować „pod płaszczykiem ludzi wyznaczonych przez Okręg Opolski NSZ dla ochrony punktu” pisze T.Kurpierz.
Bezpieka nie próżnowała i już w lutym 1946 nastąpiły aresztowania członków NSZ-u w Opolu, według bezpieki organizacja miała działać na terenie cementowni „Groszowice”. Miesiąc później doszło do potyczki zbrojnej z zgrupowaniem Panka ps. „Rudy” liczącym ok.70 ludzi. W tej akcji brali też udział funkcjonariusze MO i UB z Brzegu.
Oddział „Rudego„ działał przede wszystkim w lasach kępińskich, ale także w rejonie Bolesławca, Skomlina i Wołczyna na terenach należących do województw poznańskiego i łódzkiego. Żołnierze „Rudego” wykonywali wyroki na działaczach PPR-u , funkcjonariuszach MO i UB. Jedną z najgłośniejszych akcji „Rudego” był napad na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Kępnie, gdzie NSZ-owcy zastrzelili kilku funkcjonariuszy UB. Warto przypomnieć, że partyzanci „Rudego” współpracowali także z PSL-em w Namysłowie. Nie jest wykluczone, że jakieś ich oddziały albo poszczególni żołnierze ukrywali się w lasach w pobliżu Namysłowa.
Także w 1946 roku UB zlikwidowało kolejny oddział NSZ-u na Opolszczyźnie pod dowództwem
Jerzego Mulaka ps. ”Śmiech”.W skład grupy wchodziło 14 partyzantów. Działalnością swą oddział obejmował powiat strzelecki i gliwicki. W wyniku działań został zastrzelony strażnik tartaku w Żędowicach, członek PPR-u Nikodem Prochota. Ponadto oddział miał też przygotowywać akcje dywersyjne, których celem było m.in. niszczenie mostów i wiaduktów kolejowych.
Jeśli chodzi o działalność NSZ -u na Śląsku i Opolszczyźnie to już we wrześniu 1945 roku został powołany Inspektorat Ziem Południowo -Zachodnich mający się składać z trzech okręgów -Górny Śląsk, Śląsk Opolski i Dolny Śląsk. Wyznaczony został też komendant Okręgu Śląsk Opolski – Stanisław Miodoński ”Sokół”. Jednak na przełomie października i listopada 1945 r. na skutek gigantycznej operacji UB siły NSZ na Śląsku zostały całkowicie rozbite. Przetrwały tylko niewielkie grupy NSZ-owców pod nazwą Śląskie Siły Zbrojne , ale i tu pojawiła się agentura, która ostatecznie doprowadziła do rozbicia i upadku tej organizacji.

Tymczasem jeśli chodzi o zbrodnię w Barucie, ale także w pobliżu Łambinowic rodzi się pytanie: kto wydał rozkaz zamordowania żołnierzy. Czy operacja była zaplanowana z góry, czy też decyzja została podjęta w czasie akcji – zastanawia się T. Kurpierz. Wendrowski kluczowa osoba w akcji na prawdopodobnych sprawców odpowiedzialnych za rozkaz zabicia żołnierzy „Bartka” wskazywał swych przełożonych -wiceministra Romana Romkowskiego oraz kierownika Wydziału III Departamentu MBP mjr. Władysława Śliwę, a szefostwo WUBP w Katowicach (w tym szczególnie zastępcę szefa WUBP kpt. Marka Finka odpowiedzialnych za wykonanie akcji.
Po Barucie, gdzie cieżarówki z żołnierzami w polskich mundurach - jak wspominają nieliczni świadkowie - dojechały do lasu na wzgórzu Hubertus, gdzie stała duża stodoła, w której najprawdopodobniej ich zamknięto, a następnie stodołę wysadzono.
Prokurator Przemysław Piątek z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach szacuje, że w czasie zaplanowanej zbrodni UB wspieranej przez NKWD mogło zostać wymordowanych około 200 żołnierzy NSZ właśnie ze zgrupowania „Bartka”, drugim masowym grobem może być teren w pobliżu byłego poniemieckiego lotniska pod Grodkowem, albo wieś Malerzowice, o której wspomina dokument, do którego dotarliśmy. Jednak w tym ostatnim wypadku do walk albo zbrodni miało dojść nie jak to obecnie określają historycy jesienią 1946 roku, ale dopiero latem 1947 roku. Być może była to ta ostatnia grupa, która nie zdążyła wyjechać wtedy w czasie operacji przerzutu planu „B” i uchroniła się dzięki informacjom od żołnierza, któremu udało się zbiec „Brzozy”. A może, dokument do którego dotarliśmy, specjalnie zmienia datę, aby zatrzeć masową zbrodnię.

W wolnej Polsce okoliczności zbrodni mimo długoletniego śledztwa nie wiele wyjaśniły i początkowo śledztwo w sprawie likwidacji ok. 200 członków zgrupowania NSZ „Bartek” prowadzone przez Prokuraturę Rejonowa w Gliwicach oraz śledztwo w sprawie zbrodni dokonanych na członkach NSZ na terenie Łambinowic prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Opolu wobec nie wykrycia sprawców zostały umorzone.
Analiza materiałów śledztwa Prokuratury Okręgowej w Opolu wykazała, iż nie zostały wyczerpane wszystkie możliwości dowodowe zmierzające do wykrycia sprawców, jak również ustalenia osób pokrzywdzonych, co pozwala na jego kontynuowanie. Wobec tego prokurator Oddziałowej Komisji ŚZpNP w Katowicach wydał postanowienie o przejęciu do dalszego prowadzeni śledztwa w powyższej sprawie.
W dniu 10 października 2001 prokurator Oddziałowej Komisji w Katowicach wydał postanowienie o połączeniu spraw i wznowieniu śledztwa w sprawie zbrodni zabójstwa dokonanej przez funkcjonariuszy byłego MBP na czł. Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartek „ z rejonu Podbeskidzia. Aktualnie prokuratorzy z katowickiego IPN-u badają tzw ślad grodkowski.
Właśnie kaowicki IPN ustalił na podstawie zeznań niestety nie żyjącego świadka funkcjonariusza UB o czym pisała ostatnio NTO, że grób żołnierzy podziemia niepodległościowego znajduje się w odległości 6-10 km od dawnego lotniska pod Grodkowem w kwadracie Stary Grodków -Więcmierzyce -Kopice – Chróścina.
Czyżby Malerzowice były tym ostatnim punktem masowej zbrodni nie wspomnianym, ani przez katowicki IPN, ani przez dziennikarza NTO Macieja T.Nowaka. Wskazuje na to dokument na podstawie, którego ośmieliliśmy się postawić hipotezę na temat zbrodni malerzowickiej.

Wiktor Krzewicki

http://kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=45

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-01 13:29:00

Ciekawy artykuł, bardzo ciekawy, warto byłoby sie dowiedzieć cos wiecej może mi sie uda bo znam troche ludzi co sie ta sprawą kiedyś zajmowali jak udami sie z nimi skontaktować to opisze tu co udało mi sie znaleźć.

pozdrawiam

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-02 18:22:00

Piotrek jabys mial jakies nowe info to chetnie sie zapoznam.
A tutaj fotografia "Bartka" wykonana po jego zabojstwie, dokonanym przez milicjanta (ktory pozniej zginal pod kolami pociagu....

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-02 19:35:00

Ok.200 żołnierzy, 200 istnień ludzkich, 200 bojowników o Naszą Niepodległą, 200 ukochanych ojców i synów..... Zamordowani....... Czy ktoś im kiedyś zapali świeczkę na bezimiennej i ukrytej mogile ??? Smutne.........

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-04 11:28:00

Witam, kindzial z poprzednich postów wynika ze mieszkasz gdzies w okolicach biechowa, tak mi sie wydaje. Moze chcesz podzielic sie informacjami o jakze tajemniczej poczcie w biechowie :D:D

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-04 11:58:00

No niestety mieszkam baaaaaaaardzo daleko od Biechowa...ale faktycznie cos mi sie obilo o uszy,ze owa poczta w Biechowie jest na sprzedaz za jakies 200.000 PLN ;) A pozatym byla tam jakas centrala telefoniczna(w piwnicy)przed i po wojnie i nic tajemniczego tam niema:)))

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-04 13:22:00

znasz moze tomka B (beny;banan) z biechowa ??

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-09 22:51:00

Moze i znam....

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-09 22:54:00

Nareszcie cos sie zaczyna dziac w tym temacie :

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070919/REGION/70919037

Mord w Barucie - zagadka będzie wyjaśniona
Georadar znalazł fundamenty stodoły, w której w 1946 r. zamordowano żołnierzy NSZ i wskazał dół, gdzie mogą leżeć ich szczątki.


Robert Kmieć: – Tu kiedyś wykopano dół, mogą w nim leżeć szczątki pomordowanych. Pod lupą
Adam Sikorski jest autorem programu "Było, nie minęło” ukazującego się na antenie TVP3 i Telewizji Polonia, w którym odsłania tajemnice II wojny światowej. Poszukuje m.in. samolotów i czołgów. Na Opolszczyznę zaprosił go wojewoda opolski. Dzisiaj Adam Sikorski i Robert Kmieć będą prowadzili poszukiwania w Starym Grodkowie i Kopicach. W sprawie wymordowania żołnierzy NSZz oddziału "Bartka” śledztwo prowadzi prokurator Piotr Nalepa z IPN w Katowicach. Zaznacza, że w Barucie na początku lat 90. prowadzono już prace archeologiczne, które nie przyniosły efektu. -Ale warto podejmować kolejne próby - dodajeNalepa. - Każda informacja jest cenna i może nas przybliżyć do wyjaśnienia zagadki.Pii, pii, pii - piszczał co chwila wykrywacz metali w rękach geologa, Roberta Kmiecia.
- To mogą być guziki z żołnierskich mundurów albo łuski po pociskach, którymi dobijano rannych - tłumaczył Adam Sikorski z TVP3 z Lublina.

Wczoraj Kmieć i Sikorski, używając m.in. georadaru, przeszukiwali las w okolicach Baruta, na pograniczu województwa opolskiego i śląskiego. Prawdopodobnie we wrześniu 1946 r. UB wymordowało tam połowę z 200 żołnierzy NSZ z oddziału "Bartka”, których podstępnie zwabiono z Podbeskidzia na Opolszczyznę. Drugą część partyzantów zamordowano w okolicach poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie. Do tej pory nie natrafiono jednak na żadne materialne ślady bestialstwa sprzed 60 lat.

Świadkowie opowiadają, że na wzgórzu w lesie pod Barutem doszło do makabrycznego mordu. Z ich relacji wynika, że ubecyprzy pomocy sowieckiego NKWD podstępem rozbroili partyzantów i zamknęli w stodole, którą wysadzili w powietrze. Wybuch zniszczył budynek, a szczątki ciał rozrzucił po okolicznych drzewach. Wczoraj na polanie udało się odnaleźć zarys fundamentów stodoły. Miejsce zaznaczono, wbijając drewniane paliki.

Około 30 metrów w bok, już w lesie, georadar wskazał wykop. Długość - 6 metrów, szerokość - 3 m, a głębokość - 1,5 m. Po wysadzeniu stodoły z żołnierzamiNSZ szczątki ciał - według relacji świadków - zakopano w lesie. To może być miejsce ich pochówku. Georadar na niebiesko zaznaczył miejsce, w którym struktura ziemi została poruszona.
- Nasze przypuszczenia mogą potwierdzić tylko archeolodzy, dokonując prac odkrywkowych - tłumaczył AdamSikorski.

Ponadto georadar kilkakrotnie wskazywał "czerwone miejsca” - tak zaznacza mineralizację gleby. Mineralizacja to zmiana składu chemicznego spowodowana rozkładem cząstek organicznych, np. ludzkich zwłok. Ale mogą to być także śmieci.
- Ilość sygnałów jest taka, że trzeba kopać. Ani przez moment nie wątpiłem w to, że doszło tu do tragedii. Jednak metoda mordu nie mieści mi się w głowie - powiedział nam Adam Sikorski.
- Prace archeologiczne będziemy chcieli zacząć tak szybko, jak to tylko będzie możliwe - zapewnił Bogdan Bocheński, rzecznik wojewody opolskiego.
Poszukiwanie masowej mogiły wywołało zainteresowanie mieszkańców Baruta. Przychodzili do lasu, obserwowali, wypytywali.

- Starzy ludzie dużo wiedzą, tylko do dziś boją się o tym opowiadać - mówił jeden z mężczyzn. Prosił, by nie podawać jego nazwiska. - Kiedyś, jeszcze za komuny, dziwiłem się, że gdy starsi przechodzili przez polanę, to się żegnali. Nie wiedziałem dlaczego. Dopiero później ojciec mnie uświadomił. Ta zbrodnia musi zostać wyjaśniona!

Mężczyzna wskazał też miejsce w lesie, gdzie jego zdaniem mogą leżeć szczątki kilku żołnierzy, którym udało się uciec z transportu, ale UB dopadło ich i zastrzeliło w lesie. Poszukiwacze przedzierali się także przez zarośla, by sprawdzić jeszcze kilka innych miejsc wskazanych przez mieszkańców. Bez efektu.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-15 21:19:00

Znalazlem kolejny artykul :

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071005/REPORTAZ/71005012&SearchID=73296475202701

Miałem spłonąć w tej stodole
Szli na Zachód, do Andersa. Noc z 25 na 26 września 1946 spędzali na leśnej polanie w Barucie. Nigdy się nie obudzili.


Stanisław Piecuch: - Ja też miałem tu leżeć. Życie zawdzięczam mądrości ojca...
Nie, nie. Nie będę o tym gadał - sędziwy Jerzy Karpiński do dziś niechętnie wspomina tragedię sprzed 61 lat. Milczenie nakazali mu komuniści, bo pracował wówczas w leśniczówce. Żołnierze zostali zamordowani 100 metrów od niej. Kim byli?

Należeli do Narodowych Sił Zbrojnych, służyli w oddziale owianego legendą Henryka Flamego ps. Bartek.

- To wielcy bohaterowie Podbeskidzia! - mówi z żarem w oczach Ryszard Radkiewicz, historyk amator z Bielska-Białej. W sobotę przyjechał do Baruta na uroczystości ku czci pomordowanych. - Wybierałem się tu od pięciu lat, kiedy usłyszałem o tej zbrodni w radiu.

Król Podbeskidzia
Henryk Flame, "Bartek”, należał do NSZ od października 1944 roku. Gdy 12 lutego 1945 Armia Czerwona wkroczyła do jego rodzinnych Czechowic-Dziedzic, postanowił się ujawnić. Ale jednocześnie zachował konspiracyjne struktury swego oddziału. Wbrew woli części miejscowych komunistów został komendantem komisariatu Milicji Obywatelskiej, który obsadził swoimi ludźmi. Partyzanckimi metodami starali się zwalczać narzuconą przez Sowietów władzę. W kwietniu 1945, zagrożeni dekonspiracją, skryli się w lasach.

- "Bartek” stworzył największe, liczące około 400 świetnie uzbrojonych żołnierzy, antykomunistyczne zgrupowanie na Śląsku Cieszyńskim. Czego oni nie wyprawiali z czerwonymi! - zachwyca się Ryszard Radkiewicz. - Najbardziej zagrali im na nosie 3 maja 1946 w Wiśle.

Oddział "Bartka” zdobył uzdrowisko, sterroryzował przedstawicieli władzy ludowej i urządził imponującą, dwugodzinną defiladę oddziałów NSZ.

- Cała antykomunistyczna partyzantka dowiedziała się o tym wydarzeniu. Nikomu innemu nie udało się coś takiego - opowiada Stanisław Piecuch, kombatant Armii Krajowej.

Po defiladzie w Wiśle Henryk Flame zyskał przydomek Króla Podbeskidzia, jest tam wspominany do dziś.

Miałem tu leżeć
Stanisław Piecuch, jak setki młodych ludzi, chciał zbrojnie uwolnić Ojczyznę od czerwonej zarazy. Po wypędzeniu Niemców nie ujawnił komunistom swej przynależności do AK.

- Po defiladzie w Wiśle wszyscy wierzyliśmy, że komuniści przegrają i wróci prawdziwa Polska - wspomina Piecuch. - Potem jednak konspiracja zaczęła się kurczyć i czerwoni coraz wyraźniej przejmowali inicjatywę.

Wtedy kolega pana Stanisława przyszedł do niego z propozycją przedostania się na Zachód.

- Bo święcie wierzyliśmy w trzecią wojnę światową i to, że armia generała Andersa wyzwoli kraj spod sowieckiej okupacji - tłumaczy. - Chciałem iść wraz z kolegą, ale sprzeciwił się mój ojciec.

Piecuch senior przekonał syna, że państwom zachodnim nie można ufać, bo zdradziły Polskę w 1939 oraz sześć lat później w Jałcie. Niespełna 20-letni Stanisław początkowo nie chciał słuchać tych argumentów. W końcu jednak uległ namowom ojca.

- Kolega, który mnie werbował, poszedł. Jego prochy skrywa polana Hubertus w Barucie. Ja też miałem tu leżeć. Życie zawdzięczam mądrości ojca...

Śląski Katyń
We wrześniu 1946 połowa zgrupowania "Bartka” podjęła próbę przedostania się na Zachód. Dziś wiadomo, że akcja była ubecką prowokacją. Do partyzantki przedostało się co najmniej kilku agentów komunistycznej władzy. Ale żołnierze do samego końca nie przypuszczali, jaki koniec ich czeka.

"Ewakuacja” była przygotowana profesjonalnie - podkomendni "Bartka” przemierzali lasy, ale mieli do dyspozycji ciężarówki i liczyli, że szybko uda im się opuścić Ojczyznę. I że kiedyś wrócą jako wyzwoliciele.

- 25 września o 22.30 przez Barut przejechała kolumna pięciu aut - opowiada Jerzy Karpiński, wtedy 15-letni pomocnik leśniczego. - Zaraz pobiegłem do matki powiedzieć, że coś się dzieje, bo tylu samochodów się u nas nie widywało. Ale ciężarówki przejechały, skręciły w las i tyleśmy je widzieli.

Partyzanci zatrzymali się na polanie Hubertus, pośrodku której stała stodoła - miejsce ich noclegu. Rozstawili czujki i położyli się spać.

Jerzy Karpiński: - Przed piątą nad ranem obudził mnie największy huk, jaki słyszałem w życiu. Coś wybuchło, ale co?

To była sprawka Urzędu Bezpieczeństwa. Komuniści zwabili około dwustu żołnierzy NSZ do stodoły, pod którą wcześniej podłożyli ładunki wybuchowe i kanistry z benzyną. Przed świtem 26 września wszystko eksplodowało, w okamgnieniu zabijając niemal wszystkich żołnierzy.

Nieliczni, którzy przeżyli, zostali dobici. Ciała ofiar spłonęły wraz ze stodołą.
- To była największa taka zbrodnia na tych ziemiach. Straszna, tchórzowska i bezwzględna - uważa Stanisław Piecuch.

Milczenie owiec
Stodoła na polanie Hubertus służyła jako owczarnia. Wraz z nią znikło 200 ludzkich istnień oraz pamięć o nich.

- Przesłuchiwali mnie kilka razy i na 40 lat wbili do głowy, żeby nikomu nie mówić, co tu się stało - opowiada Jerzy Karpiński.

Do dzisiaj nie są znane dokładne okoliczności zbrodni w Barucie. Nigdy nie próbowano nawet ustalić sprawców, pozostali bezkarni. Ale pamięć o ofiarach przetrwała. W wolnej Polsce na polanie usypano kurhan, w którym spoczywają nieliczne odnalezione szczątki ofiar komunistycznego mordu. Nad kopcem wznosi się krzyż, przy którym w ostatnią sobotę września odprawiana jest doroczna msza i apel poległych.

Sam "Bartek” nie zginął w Barucie, z resztą swoich ludzi pozostał na Podbeskidziu. 11 marca 1947 roku ujawnił się po ogłoszeniu przez komunistów amnestii. 1 grudnia został zastrzelony przez funkcjonariusza MO. Istnieje domniemanie, że wyrok wydał sam prezydent Bierut, rozsierdzony buńczuczną defiladą NSZ w Wiśle.

Niebawem na Polanie Hubertus rozpoczną się prace, których celem będzie dokładne przebadanie terenu i odnalezienie szczątek żołnierzy NSZ, które zdaniem naukowców mogą tam spoczywać.

- Nie wierzę, że znajdą cokolwiek. Oni wszyscy spłonęli w strasznej temperaturze. To było piekło przeznaczone także dla mnie... - zamyśla się Stanisław Piecuch.



Tomasz Gdula

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-19 22:04:00

Jezeli kogokolwiek to interesuje,to podaje ostatnie wiesci :

Pod Starym Grodkowem ruszą poszukiwania pomordowanych
17.10.2007

Poszukiwania grobów partyzantów z oddziału "Bartka" zostaną wznowione. Na Opolszczyznę ma ponownie przyjechać dziennikarz TVP 3 Lublin Adam Sikorski, i geodeta Grzegorz Kmieć. Będą kontynuować rozpoczęte w połowie września badania. Pierwotnie prowadzili je w miejscowości Barut, leżącej na pograniczu województw śląskiego i opolskiego. Tam w 1946 roku, UB i NKWD wymordowało ponad 100 żołnierzy z oddziału Bartka. Teraz mają sprawdzić hipotezę, że kolejni partyzanci zostali zamordowani i pochowani koło Starego Grodkowa.

Przypomnijmy: 60 lat temu, we wrześniu 1946 roku, UB wprowadziło swoich agentów w szeregi oddziału Henryka Flamego ps. "Bartek", który działał na Podbeskidziu. Było to największe ugrupowanie Narodowych Sił Zbrojnych w tamtym rejonie. Bezpieka przygotowała prowokację: agenci zorganizowali transport na ziemie zachodnie, gdzie partyzanci mieli rzekomo kontynuować walkę. Część z nich trafiła w ciężarówkach do lasu w okolicy miejscowości Barut. Tam zostali zamknięci w stodole, którą wysadzono w powietrze. Wybuch zniszczył budynek, a szczątki żołnierzy rozrzucił po okolicznych drzewach.

Drugą grupę partyzantów przewieziono w okolice poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie. Tam spito ich, rozbrojono i rozstrzelano. Egzekucję na nich wykonało sowieckie NKWD.

Przez 60 lat, mimo kilku prób, nie udało się odnaleźć miejsca pochówku partyzantów z oddziału "Bartka". W tej sprawie śledztwo prowadzi katowicki IPN. Kolejne poszukiwania zainicjował Bogdan Bocheński, rzecznik prasowy wojewody opolskiego. Ściągnął na Opolszczyznę Adama Sikorskiego, autora programu "Było nie minęło", który poszukuje śladów drugiej wojny światowej. Sikorskiemu i geodecie Grzegorzowi Kmieciowi, dzięki georadarowi, udało się w Barucie namierzyć fundamenty stodoły, która wyleciała w powietrze. 30 metrów dalej odkryto ślady wykopu, w którym mogą spoczywać szczątki. Georadar zaznaczył miejsca, w których struktura ziemi została poruszona.

- Prace archeologiczne chcemy zacząć tak szybko, jak to możliwe - mówi Bocheński. - Załatwiamy wszystkie formalności. Prace w Barucie będą prowadzić archeolodzy ze Śląska i Opola.

Maciej T. Nowak - Dziennik Zachodni

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/780444.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-20 11:59:00

Jescze jeden artykul :

Śledztwo w sprawie ofiar bezpieki

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej szukają, gdzie zostali pochowani żołnierze oddziału Bartka Narodowych Sił Zbrojnych z Podbeskidzia. Zostali oni zamordowani przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w 1946 r. Prokuratorzy wykonali już odwierty w dwóch miejscach w rejonie Grodkowa na Opolszczyźnie. Nie natrafili tam jednak na ludzkie szczątki. Zamierzają kontynuować poszukiwania.

- Ręczne wiertła utknęły na pewnym poziomie. Natrafiły na twardą warstwę żwiru. Dlatego musimy wiercić głębiej przy użyciu specjalistycznego sprzętu - poinformował prokurator Piotr Nalepa z katowickiego Oddziału IPN, zajmujący się śledztwem w tej sprawie.

Antykomunistyczna grupa NSZ Henryka Flame, ps. Bartek, należała do największych i najaktywniejszych na Podbeskidziu w latach 1945-1947. W 1946 r., podając się za przedstawicieli sztabu Obszaru Zachodniego NSZ, pracownicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego skontaktowali się z jej dowództwem. Podstępem zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na Ziemie Zachodnie, skąd żołnierze mieli być przerzuceni za granicę do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Faktycznie wywożono żołnierzy (źródła podają, że było ich około 200) do województwa opolskiego, gdzie w różny sposób ich mordowano.

Katowicki IPN ustalił na podstawie zeznań nieżyjącego już świadka, że grób żołnierzy znajduje się w odległości 6-10 km od dawnego lotniska pod Grodkowem w kwadracie Stary Grodków - Więcmierzyce - Kopice - Chróścina.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-16 12:31:00

Najnowsze wiesci w tej sprawie :

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4677238.html

Gdzie są szczątki stu żołnierzy NSZ
Dorota Wodecka-Lasota,

W Barucie, na Opolszczyźnie, rozpoczynają się dziś poszukiwania szczątków żołnierzy NSZ zabitych i skrycie pochowanych przez UB.

Zgrupowanie pod dowództwem Henryka Flame "Bartka", było największą formacją NSZ na Podbeskidziu, wiosną 1946 r. liczyła ponad trzystu członków oraz kilkuset informatorów.

Narodowe Siły Zbrojne nie dopuszczały żadnego kompromisu z nową władzą w Polsce. Oddział "Bartka" słynął z ataków na posterunki oraz funkcjonariuszy MO i UB, których rozstrzeliwano albo bito i chłostano.

Jak twierdzi dr Tomasz Kurpierz z IPN w Katowicach, do likwidacji zgrupowania przyczynił się Henryk Wendrowski, b. żołnierz AK, od 1944 r. agent bezpieki (dosłużył się potem pułkownika w wywiadzie SB, a nawet był ambasadorem w Kopenhadze w latach 1968-73, zmarł w 1997 r.).

Jesienią 1945 r. UB wprowadziło go do Rady Politycznej NSZ Okręgu Śląskiego. W lipcu 1946 r. dotarł prosto do "Bartka" przebywającego z oddziałem na Baraniej Górze.

- Przedstawił fikcyjny rozkaz Okręgu NSZ przeniesienia zgrupowania w kilku transportach w rejon Jeleniej Góry, gdzie miała być kontynuowana działalność zbrojna. Podczas transportu na terenie Śląska Opolskiego doszło do wymordowania co najmniej stu osób - twierdzi dr Kurpierz.

Śledztwo prowadzi prokurator Piotr Nalepa z Katowic. Świadkowie wskazują na dwa domniemane miejsca masowych mordów żołnierzy "Bartka".

Prawdopodobnie ocalał zaledwie jeden - Jędrzej Bujok. W latach 70. wyemigrował do Kanady, już nie żyje. Z relacji rodziny wynika, że po przewiezieniu na Opolszczyznę żołnierze "Bartka" zostali umieszczeni w jakimś budynku (zameczku lub poniemieckiej szkole) w pobliżu lasu, gdzie mieli czekać na dalszy transport. W nocy po kolacji zakrapianej alkoholem do pomieszczeń najpierw wrzucono granaty, następnie dobijano rannych.

Mieszkańcy Barutu pamiętają świeżo zakopane doły w 1946 r. - Ale nie znaleźliśmy szczątków w tych miejscach. Być może kiedy UB zorientowało się, że ktoś coś widział, to w tajemnicy przeniesiono ciała w inne miejsce - spekuluje prok. Nalepa.

We wrześniu zbadano inny teren przypuszczalnego pochówku georadarem. Natrafiono na pozostałości fundamentów budynku, prawdopodobnie tego, w którym trzymano żołnierzy "Bartka". Świadczyć o tym mają tzw. ogniska wyskozmineralizowanej ziemi, co sugeruje, że mogą się tam znajdować ludzkie szczątki.

Blisko 30 m od fundamentów natrafiono na dół, w którym znajdują się drobne przedmioty metalowe, prawdopodobnie łuski, sprzączki i guziki. - Ziemia w tym miejscu jest zruszona, co oznacza, że ktoś wykopał kiedyś dół, a potem go zasypał. Rozpoczniemy tam poszukiwania z pomocą świdrów geologicznych - zapowiada Nalepa.

Świdry wyciągają próbki z głębokości pięciu metrów. Archeolog jest w stanie ocenić, czy znajdują się w nich szczątki ludzkie. - Jeśli tylko na nie natrafimy, czego się spodziewam, rozpoczniemy starania o ekshumację - zapowiada Nalepa.

Szczątków "Bartka" na pewno nie będzie. Miał jechać kolejnym transportem, ale dowiedział się od ocalałego żołnierza, że to zasadzka. Ujawnił się po amnestii w lutym 1947 r., a 1 grudnia został zamordowany w barze przez funkcjonariusza MO.

W latach 90. śledztwo w sprawie masowego mordu w 1946 r. wszczęła prokuratura w Gliwicach (nie wiedziała, że chodzi o oddział NSZ) i przesłuchała m.in. Wendrowskiego. Ten wskazał, że rozkaz zabicia żołnierzy NSZ wydał ówczesny wiceminister MBP Roman Romkowski i kierownika Wydziału III Departamentu III MBP mjr. Władysława Śliwę. Jako wykonawców wskazał szefostwo WUBP w Katowicach, w tym szczególnie zastępcę szefa kpt. Marka Finka.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-16 17:50:00

A to bylo w NTO :

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071116/AKTUALNOSCI/71116028

Barut > Archelodzy szukali grobu 'grupy Bartka'


Prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej i archeolog szukali dziś (16 listopada) w Barucie szczątków żołnierzy legendarnej "grupy Bartka”.


Niestety podczas trzygodzinnych badań nie udało się nic znaleźć. Zapowiadają, że wrócą do Baruta wiosną. (fot. Daniel Polak) - Robimy to świdrem geologicznym - wyjaśnia Dominik Abgałowicz, kierownik Działu Archeologii Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Naukowiec zrobił kilkadziesiąt odwiertów. Spod ziemi wyciągał kawałki ziemi z różnych głębokości. Niestety podczas trzygodzinnych badań nie udało się nic znaleźć.

- Szukaliśmy ludzkich szczątków, a także fragmentów mundurów wojskowych. Czegokolwiek, co potwierdzałoby, że w 1946 roku zamordowano tu polskich żołnierzy.

Wraz z nim na polanie pod wsią Barut (gmina Jemielnica) śladów mordu szukał Piotr Nalepa, prokurator z katowickiego oddziału Instytu Pamięci Narodowej.

- Dziś poszukiwania okazały się bezowocne, ale wrócimy tutaj wiosną przyszłego roku - zapewnia Nalepa. - Na pewno nie odpuścimy tego śledztwa.

Pomóc w szukania szczątków żołnierzy miały zrobione niedawno badania georadarem, a także wskazówka jednego z miejcowych mieszkańców. Georadar wskazał, że w dwóch miejscach ziemia jest wysoko zmineralizowana, co mogłoby być efektem tego, że są tam ludzkie szczątki.

W Barucie w 1946 roku zamordowano żołnierzy legendarnego "Oddziału Bartka” należącego do Narodowych Sił Zbrojnych.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-17 12:36:00

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4680794.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-17 12:41:00

http://opolskie.naszemiasto.pl/wydarzenia/790191.html

Zagadka Baruta nadal nie odkryta

dziś
Żadnego guzika, kości czy sprzączki od żołnierskiego paska nie udało się wczoraj znaleźć na polanie Hubertus koło Barutu. Nie wykopano niczego co pomogłoby w zlokalizowaniu miejsca pochówku partyzantów z oddziału "Bartka", wymordowanych przez UB w bestialski sposób we wrześniu 1946 roku.

Poszukiwania za pomocą świdra geologicznego prowadził Piotr Nalepa, prokurator IPN oraz Dominik Abgałowicz, archeolog z Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Swoje badania prowadzili w miejscach wskazanych przez georadar. We wrześniu br., ekipa Adama Sikorskiego z TVP3 Lublin, namierzyła wykop, ok. 30 metrów od polany Hubertus, w którym mogłyby być pochowane szczątki zabitych żółnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Świdrem dokonywano odwiertów i dokładnie, centymetr po centymetrze, szpachelką przeglądano wydobytą ziemię.

- Ile takich dziur już w tej sprawie wykopaliśmy, na razie bez efektu - mówił prokurator Piotr Nalepa.

- Nic nie wskazuje na to by w tym miejscu był wcześniej wykopywany dół - mówił dr Dominik Abałowicz.

Mimo niepowodzenia naukowcy nie poddają się. Obiecują, że wiosną wznowią poszukiwania. Nie tylko w Barucie, ale także w innych miejscach na Opolszczyźnie, gdzie mogą spoczywać żołnierze "Bartka".

Po godzinie poszukiwań w lesie koło Barutu, do wiercących w ziemi prokuratora IPN Piotra Nalepy i archeologa Dominika Abałowicza, podszedł Józef Broll i powiedział: - Panowie nie tędy droga.
Wśród grupy osób obserwujących prace zapadła cisza.
- To jest po drugiej stronie polany. Miałem wtedy 11 lat i to widziałem - kontynuował mieszkaniec Barutu.

We wrześniu 1946 r., na polankę Hubertus podjechało kilka ciężarówek z partyzantami. Umieszczono ich w stojącej tam leśniczówce. Budynek wysadzono. Szczątki żołnierzy, ich mundury siła wybuchu rozrzuciła po okolicznych drzewach.

- Najpierw był wielki huk, a później przez pół godziny było słychać karabiny CKM - opowiadał pan Józef.

Z jego relacji wynika, że ubecy wykopali dół, do którego powrzucali szczątki partyzantów . Tylko, że był on z drugiej strony polany, nie z tej gdzie prowadzono poszukiwania.
- Później zrobili tam wielki ogień. Tam musi być choćby spalenizna- ciągnął pan Józef. - Wybuch był w poniedziałek rano, ale teren przez tydzień obstawiało wojsko. Mogliśmy tam pójść dopiero w następną niedzielę.

Prokurator Piotr Nalepa zabrał go na drugą stronę polany. Tam mieszkaniec Barutu narysował na śniegu miejsce, w którym według jego pamięci miał się mieścić dół.
- Chodziliśmy w to miejsce przez lata i kładliśmy kwiaty - relacjonował pan Józef. - Kazał mi ojciec, jakbym tego nie zrobił, to bym dostał lanie.

W 1991 r., w trakcie pierwszego śledztwa dotyczącego tragedii oddziału "Bartka" Józef Broll był przesłuchiwany, ale nic nie powiedział.

- Bałem się - uzasadnia.
Poszukiwania mogiły żołnierzy "Bartka" trwają już od kilkunastu lat. Sprawa jest zagadkowa. Wiele relacji świadków potwierdza wydarzenia z września 1946 r. Pewne jest, że ok. 200 partyzantów zaginęło w tamtym czasie bez wieści.

Z Żywiecczyzny, gdzie operowali wyjechali walczyć na ziemie zachodnie i tam słuch o nich zaginął.
Polanę koło Barutu przekopano już raz na początku lat dziewięćdziesiątych, ale niczego nie znaleziono.

Istnieje hipoteza mówiąca o tym, że kilka lat po mordzie, UB wróciło na miejsce zbrodni i wykopało pozostałości po szczątkach i gdzieś wywiozło. Taka wersja tłumaczyłaby, dlaczego nie można znaleźć żadnych szczątków. Są to jednak przypuszczenia, bo nie ma żadnych dowodów, ani relacji świadków, którzy widzieliby ciężarówki wywożące pozostałości z Hubertusa.

Prokurator Piotr Nalepa nie poddaje się jednak i zapowiada, że będzie szukał do skutku.



Tragedia oddziału "Bartka"

Po wojnie, na Podbeskidziu działał 300 osobowy oddział Narodowych Sił Zbrojnych, którym dowodził Henryk Flame ps. "Bartek". W 1946 r., UB wprowadziło w szeregi partyzantów kilku swoich agentów, m.in. Henryka Wendrowskiego ps. "Lawina". Ich zadaniem było zorganizowanie przerzutu najpierw na ziemie zachodnie. Akcję rzekomo miało organizować kierownictwo NSZ, a w rzeczywistości kierowało nią UB.

Transportów w sumie mogło być pięć. Wywieziono w sumie ok. 200 żołnierzy. Wszyscy zginęli. Na Opolszczyźnie jest kilka miejsc pochówku partyzantów, m.in. w okolicach Grodkowa. Poszukuje ich IPN.
Problem z ujawnieniem prawdy wynika m.in. z powodu zniszczenia dokumentacji na temat akcji. Odnalezione papiery kończą się na 28 sierpnia 1946 r., czyli na miesiąc przed mordem w Barucie.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-12-10 23:30:00

Czyli- dużo chałasu a dowodów brak. Wszystko w temacie . Już raz tak było że wieszcz nasz narodowy pogrzebał kogoś a potem .. nie wiedział gdzie oczy schować spotykając go na ulicy.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-01-31 18:05:00

Erih,no comment...

Tymczasem przedstawię część UBeckich akt, dotyczących mordu na żolnierzach "Bartka", jest to tzw."Plan akcji likwidacji "B" :

[pisownia za oryginałem]: "1.09.46 jedzie dwa samochody ciężarowe. (...) Po przyjeździe do Opolskiego "Jasiek" i "Emil" pozostają na punkcie, przyszykowują spanie i kolację dla nadjeżdżającej grupy "Bartka". (...) Broń z pierwszego samochodu zostaje zładowana i zmagazynowana w punkcie koncentracyjnym a ludzi rozdzielamy na dwie grupy po 9-10 ludzi i rozrzucimy na punkty likwidacyjne w powiecie nyskim. Na punkcie likwidacyjnym otrzymują wszyscy sute porcje wódki i jedzenia i idą spać. Likwidacja nastąpi we śnie i przeprowadzi ją grupa naszych ludzi (20). (...) Na punkcie likwidacyjnym będzie stała jedna maszyna w ukryciu, służąca tylko do przewożenia aresztowanych ewentualnie trupów. 3 września wyruszą znowu dwa samochody. (...) Postępować z tą grupą przy likwidacji tak jak poprzednio (...). 5 września jedzie znowu 2 samochody (...) 7 września jedzie dwa samochody. (...) Likwidacja bez zmian".

http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2821/kraj06.php

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-05-13 18:18:58

Tą miną ubecy mogli wysadzić Hubertusa.

Fragment miny znaleziono wczoraj w Barucie. Piotr Nalepa, prokurator z katowickiego IPN, przy pomocy patrolu saperskiego, poszukiwał śladów, które pomogą odpowiedzieć na pytanie czy we wrześniu 1946 r. wymordowano tam kilkudziesięciu żołnierzy z partyzanckiego zgrupowania "Bartka".

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/850908.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-05-13 18:49:46

Senator Janina Fetlińska wygłosiła nastepujace oswiadczenie:

Swoje oświadczenie kieruję do prezesa IPN, pana doktora Janusza Kurtyki.

W dramatycznej historii II wojny światowej ciągle jest wiele nieodkrytych lub zaniedbanych miejsc kaźni Polaków w granicach obecnej Rzeczypospolitej. Jednym z nich, jak pisze Józef Harbat z Krosna w "Naszym Dzienniku" z 4 sierpnia, jest miejsce zbrodni dokonanej przez UB i NKWD, w sposób przypominający mord żołnierzy w Katyniu lub mord Żydów w Jedwabnem, w pobliżu wsi Barut, gmina Jemielnica, powiat Strzelce Opolskie, na uroczysku Hubertus.

We wrześniu 1946 r. UB i NKWD zamordowało około dwustu partyzantów działających w Polsce po roku 1945, byli to akowcy i członkowie NSZ, a także ochotnicy powracający z armii generała Andersa i generała Maczka. Młodych patriotów przewieziono w sześciu ciężarówkach do stodoły na terenie uroczyska Hubertus. Stodołę oblano benzyną i wysadzono granatami. Rannych dobijano strzałami w głowę lub bagnetami. Na tej polanie śmierci postawiono krzyż partyzancki, a w każdą ostatnią sobotę września odbywają się msze święte polowe w intencji ojczyzny i pomordowanych żołnierzy. Biorą w niej udział miejscowe władze, znikome jest zainteresowanie władz spoza regionu. W 2005 r. nie przyjechała nawet kompania Wojska Polskiego. Od 1989 r. miejsce to jest nazywane śląskim Katyniem.

Historia ta nie jest znana poza powiatem strzeleckim, nie ma o niej wzmianki w podręcznikach szkolnych, nie znają jej nauczyciele historii. Przez piętnaście lat wolnej Polski nie ustalono sprawców mordu w Barucie. Nie mówi się o tym w mediach, nikt nie zabiega o wyjaśnienie tej historii.

Dlatego za Józefem Habratem z Krosna zapytuję: jaki jest stan badań nad wyjaśnieniem tej tragedii najlepszych synów naszego narodu? Dlaczego dotąd nie wyjaśniono tej sprawy dotyczącej naszych rodaków, podczas gdy dokłada się starań w celu wyjaśnienia mordów dotyczących innych narodów? Dlaczego nie ukarano zbrodniarzy, jeśli jeszcze żyją? Czy nadal będziemy rozliczać ofiary systemu komunistycznego, a milczeć będziemy wobec zbrodniarzy?

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-07-07 23:18:11

Wierzbie: Szukali mogił partyzantów "Bartka"

02.06.2008

Koparka i żołnierze w czwartek i piątek rozkopali podwórze Stanisława Beera z Wierzbia pod Łambinowicami. Szukali masowej mogiły kilkunastu żołnierzy z oddziału "Bartka". Partyzanci, którzy walczyli w okolicach Żywca, podstępem zostali wywiezieni przez UB na Opolszczyznę i tu wymordowani. Ich grobów poszukuje katowicki Instytut Pamięci Narodowej, który prowadzi śledztwo w sprawie komunistycznej zbrodni.

W 1946 r. zaginęło bez wieści co najmniej 167 partyzantów "Bartka". Wywożono ich w kilku transportach. Jeden trafił do Barutu na granicy województw śląskiego i opolskiego. Inny właśnie do Wierzbia.

Dlaczego szukano akurat na posesji Stanisława Beera?

- Właściciel posesji, w latach siedemdziesiątych, kopiąc dół na wapno, natrafił na kości ludzkie - powiedział nam Piotr Nalepa, prokurator z IPN. - Te zeznania mają swoje potwierdzenia w relacji starszej mieszkanki Wierzbia, która w 1946 roku, widziała kilkunastu ukrywających się tu żołnierzy. O samej akcji jednak nic nie wie.

By za komuny zbudować dom, najpierw trzeba było zgromadzić materiały - Stanisław Beer z Wierzbia opowiada historię sprzed lat. - Przywiozłem piasek, żwir. Musiałem też wykopać dół na wapno.

To był początek lat siedemdziesiątych. Gdy Stanisław Beer zaczął kopać, jakieś 30 metrów od domu, który wówczas budował, a w którym dziś mieszka, natknął się na kości.

- Nie miałem wątpliwości, że to ludzkie szczątki. Piszczele, kości udowe. Nie było tylko czaszek, ani kręgosłupów - opowiada.

Kości odłożył na stertę. Zgłosił sprawę milicji, ale nikt się nie zainteresował, tak jakby ówczesnym władzom znalezisko było bardzo nie na rękę.

Beer rozmawiał ze starszymi mieszkańcami Wierzbia. Dziś nie ma wątpliwości, że wiedzieli co to za szczątki i jaka jest ich historia. Jedni radzili: "Zostaw to, niech spoczywają w pokoju". Inni mówili: "To swoi swoich wymordowali".

Nikt nie był skory do rozmów, ani do zajęcia się sprawą. Beer w końcu rozwiózł kości i ziemię z wykopanego dołu po okolicznych polach.

W miejscu gdzie je znalazł posadził krzew. Ku pamięci.

Właśnie ten skrawek ziemi rozkopali w ubiegłym tygodniu żołnierze i koparka. Mimo przerzucenia ton piachu, i wdarcia się na głębokość 2,5 metra niczego nie znaleziono. Ani jednej kostki, ani jednej czaszki.

- Widocznie musimy szukać głębiej. To jeszcze nie koniec naszych poszukiwań. Musimy tu wrócić - zapowiada Piotr Nalepa z IPN.

Zaraz po wojnie, w 1946 r., w Wierzbiu stacjonowało nie tylko UB, ale także radzieckie NKWD. Waleria Gouda miała 11 lat. Pamięta jak pewnego dnia widziała kilkunastu mężczyzn idących drogą.

- Różnie byli ubrani, a jeden to był tylko w spodniach - opowiada. - Weszli do jednego budynku, ale drewniane schody się zawaliły. Pobiegli do następnego, po drugiej stronie drogi. Ten budynek stoi do dziś, na podwórzu Stanisława Beera. Mieli wejść na strych.

Co się stało później? Szczegóły nie są znane. Kilkunastu partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. "Bartek" UB i NKWD miało rozstrzelać kilka metrów dalej, za szklarnią. Ich ciała spoczęły w ziemi.

Uratował się tylko jeden, najmłodszy, 17-latek.

- Został na strychu. Przykrył się matami słomianymi. Siedział tam z dwa-trzy dni, aż wszystko ucichło - opowiada historię pan Stanisław. - Te maty miałem na strychu długo, jeszcze w latach osiemdziesiątych.

Młody partyzant poszedł na piechotę w okolice Baraniej Góry, gdzie operował "Bartek". Szedł dwa tygodnie. Opowiedział o wszystkim. To położyło kres wywózce wojaków. Wcześniej, w pięciu-sześciu transportach, na Opolszczyznę wywieziono i "zlikwidowano" co najmniej 167 mężczyzn nie zgadzających się na wprowadzenie w Polsce komunizmu.

"Uciekinier" uratował w ten sposób życie reszty żołnierzy z 350-osobowego zgrupowania "Bartka" (zwanego także "Królem Podbeskidzia"). Właz na strych (na zdjęciu) istnieje do dziś. Nie wiadomo jednak na pewno czy właśnie tu ukrył się młody partyzant. IPN zna jeszcze kilka wersji cudownego ocalenia jedynego żołnierza, który uszedł z życiem z ubeckiej zasadzki.

Inny transport z partyzantami trafił do Barutu. Żołnierzy umieszczono w budynku, który nad ranem wysadzono w powietrze. Wszyscy zginęli. Ich szczątków szukano już wielokrotnie. Bez skutku. Najprawdopodobniej strzępy ciał i mundurów, które zostały po wybuchu spalono. Po kilku latach resztki, których nie strawił ogień wywieziono w inne miejsce. Ziemia nadal skrywa tajemnicę.

Maciej T. Nowak - POLSKA Gazeta Opolska

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/859617.html

Aby odpowiedzieć musisz się zalogować.








Jak śledzić wątki za pomocą komunikatora GG lub Jabbera


© Created HUASCARA 2001    GT: 0.064